Gdybym był dorosły, czyli o czym marzą dzieci

Opublikowane przez mamazu w dniu

Od kiedy staliśmy się dorośli, nie mamy czasu by pomarzyć o tym, aby znów być dzieckiem. Maluchy nam zazdroszczą, ale wcale nie tego ile mamy lat, ale tego, co dzięki temu możemy robić, a możemy niemal wszystko. Wydaje się, że wiele nam już nie wypada, ale poza tym możemy się spełniać, podróżować, żyć po swojemu bez jakiegokolwiek nadzoru. Więc kiedy my dorośli marzymy czasem o powrocie do dzieciństwa nie pamiętamy o ograniczeniach, jakie obowiązują w tym czasie beztroski. Usamodzielnienie się dało nam wolność, którą bardzo sobie cenimy, ale niedokońca doceniamy. W gruncie rzeczy chodzi o to, że nadal jesteśmy podporządkowani obowiązującym standardom, chwilowym trendom, a nie rzadko temu „co inni powiedzą”. Świat widziany z perspektywy dorosłego wygląda na twardy i taki, który każdego dnia trzeba okiełznać, by przeżyć lub nie zwariować. Szukamy odpoczynku od codzienności, która czasem aż przygniata monotonnością. Narzekamy na szybko kończące się urlopy, ale z drugiej strony potrzebujemy tej dyscypliny, jaką daje nam praca. Od maleńkości jesteśmy ustawiani i programowani na bycie grzecznym lub inaczej taktownym, czy kulturalnym. Zostało jednak w nas trochę buntu, by czasem zrobić coś nie tak jak należy i jest nam z tym dobrze.

być wolnym

Wydaje się, że właśnie nie wykorzystujemy naszego potencjału wolności, którą daje nam ukończone 18 lat. Mamy w sobie zakodowany porządek świata. Jeśli zapomnieliśmy o jakiej dorosłości marzyliśmy, będąc dzieckiem, to ta książka nam dosłownie to przypomni. Jest trafioną odpowiedzią na pytanie o dorosłość w nieco przewrotny i zabawny sposób, bo widziany z perspektywy dziecka. Mam takie odczucie, że mimo wszystko jest adresowana do nas dorosłych. Rozśmiesza do łez, ale daje do myślenia.

 

 

Autorka książki – węgierska pisarka Éva Janikovszky okazała się wspaniałym obserwatorem życia, operując w przezabawny sposób ironią. Jej życie tak się poukładało, że trafiła pod skrzydła jednego z węgierskich wydawnictw, kiedy jeszcze nic nie zapowiadało jej pisarskiej kariery. Działała w organizacjach propagujących czytelnictwo i dobrą literaturę dla dzieci. Sama napisała ponad 30 książek dedykowanych dzieciom, a niektóre z nich zostały przetłumaczone na języki obce. Dlatego dziś możemy zaglądnąć do jednej z nich.

Książka jest bardzo ładnie podana. Ilustracje autorstwa László Réber przypominają dziecięce rysunki, za to bardzo trafione. Tekst i ilustracje nie są osobnym bytem. Tworzą całość, dzięki zabawie typografią, która jednocześnie sugeruje dobór intonacji głosu i odpowiedni rytm czytanych zdań.

 

 

Koniecznie zajrzyjcie do tej książki. Chociażby po to, by sprawdzić, ile jeszcze w Was zostało z dziecięcej beztroski. Może będąc dzieckiem wyobrażaliście sobie właśnie tak dorosłość, jak mały bohater tej książki. Albo czasem wręcz macie ochotę zachować się w jakimś momencie tak, jak zrobiłoby to dziecko. Nie chcę za dużo zdradzać, ale na koniec jeszcze dodaję krótki fragment:

„Gdybym był DOROSŁY, w gościach zawsze bym machał nogami pod stołem i pociągał nosem, zamiast go wydmuchiwać, (…) i pewnie dzwoniłbym do każdej bramy, pod warunkiem, że nie bałbym się już groźnych psów. (…)”

Polecam.

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.