hodowca patyków

Opublikowane przez mamazu w dniu

Zastanawiacie się o co chodzi z tym tytułem „hodowca patyków”? Już wyjaśniam.

Wcale to nie jest nowatorski pomysł kolekcjonowania patyków przyniesionych ze spacerów z Zuzą (choć pewnie jej taki pomysł by się spodobał). Chodzi o to, że wcale uprawianie roślin nie przychodzi mi tak łatwo. Może nie mam ręki do kwiatów, jak chociażby moja mama. Jednak ich obecność w moim otoczeniu jest czymś dla mnie naturalnym. Nie wyobrażałabym sobie mojego domu bez jakiejkolwiek rośliny. Teraz posiadanie kawałka ziemi jest dla mnie błogosławieństwem. Mam za sobą jeden sezon działkowy, po którym mam apetyt na więcej, bo też już więcej wiem. No, a prawda jest taka, że żadna mądra książka nie nauczy tyle, co własne doświadczenie. Jednak dobrze jest na początek zaczerpnąć języka i zajrzeć do jakiegoś profesjonalnego źródła o uprawianych roślinkach.

No cóż, przyznaję się, że na swoim koncie mam kilka zaniedbań roślin, które skończyły się ich wyrzuceniem. Właściwie do niedawna myślałam, że to tylko przez niepodlewanie. Tak na prawdę dostając, czy kupując roślinkę zbyt mało wiedziałam o jej potrzebach. Czekałam na przykład na kwiaty, które potrzebowały dużo słońca, a siedziały większość czasu w cieniu. Podlewałam często roślinkę, która tego nie wymagała, albo też zapominałam o podlewaniu. Inną zimowałam w ciepłym mieszkaniu, a do zimowego snu potrzebowała niższych temperatur. Tego typu grzeszków na swoim sumieniu mam więcej. Wycinałam uschnięte lub chore liście, aż ostatecznie w doniczce zamiast zielonych roślinek miałam wyschnięte łodygi. Pomyślałam, że to przypominało bardziej hodowlę patyków, które trzeba było podlewać z nadzieją na ewentualną regenerację.

Też macie takie grzeszki na sumieniu? Może tak jak ja czekacie, aż z jakiegoś patyka wyrośnie coś zielonego, że Wasza roślinka da w końcu znak życia.

szpital

Wpadłam na pomysł, że dla paru moich „badyli” stworzę miejsce do regeneracji. W ogrodzie obok grządek z fasolą znalazłam miejsce dla mojej róży piennej i oleandra, którym zapewniłam ciekawe towarzystwo mięty, melisy, róży, dalii (która jeszcze też się nie obudziła), barwinka i konwalii. Wszystkie wkopałam w ziemię, podlałam wodą z nawozem i czekam, bo mam jeszcze nadzieję i wierzę, że natura jest potężną siłą.

to nie patyki

Ostatnio pisałam o zawilcach, które trudno było nazwać na tamten moment kwiatami, bo z ziemi wystawały same suche patyki. Minęło kilka dni i… no cóż muszę je przeprosić za te „patyki”. Teraz odbiły i pną się w górę. Wiem, wiem – trzeba czasem trochę poczekać.

 

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.