ryk przy kasie, czyli z dziećmi na zakupach

Opublikowane przez mamazu w dniu

Znacie to? Już kończycie zakupy, aż tu nagle słyszycie ryk waszego dziecka?
wtorek rano

Szykuję dzieciaki na wizytę u lekarza. Właściwie nic im nie jest. Mają po prostu katar, ale Ignaś od kilku dni ma jeszcze kaszel. Jadąc do przychodni zastanawiam się, czy Zuza pozwoli się tym razem zbadać. Jesteśmy 3 minuty przed umówioną godziną. Wchodzimy do przychodni. Cisza. W poczekalni nikogo nie ma. Po chwili otwierają się drzwi gabinetu. Pani doktor zaprasza nas do środka. Teraz dopiero zauważam, że Zuza postanowiła szybciej odpakować swoją mambę, którą miała dostać po wizycie. Mamla ją już w buzi. Trudno – myślę. Wchodzimy do gabinetu. O dziwo tym razem obyło się bez krzyku. Po badaniu słyszę upragnione: „osłuchowo czysto”. Po chwili znów pakuję dzieciaki do samochodu. Siadam za kierownicą, zapinam pas. Zaglądam do tyłu, próbując ocenić sytuację. Dzieci spokojne, więc szybko decyduję, że pojedziemy jeszcze do sklepu. Ruszamy. Próbuję sobie przypomnieć obraz mojej pustawej lodówki. Bez sporządzonej listy zakupów będzie to improwizacja jak zwykle. Po paru minutach jesteśmy na miejscu. Udaje mi się zaparkować blisko wejścia do marketu. Wyciągam wózek i torbę na zakupy, potem wyciągam dzieci. Ignaś śpi, a Zuza maszeruje obok wózka. Wchodzimy do sklepu. „To będą szybkie zakupy” – myślę. Mijamy po kolei regały. Wszystkie potrzebne produkty pakuję pod wózek. Niektóre z nich podaję Zuzi, która chce mi koniecznie pomagać. Ona też pakuje pod wózek. Po chwili zauważam, że trafiają tam również rzeczy, których nie chciałam, a były w zasięgu jej ręki. Te odkładam na miejsce i tłumaczę jej, że ich nie potrzebujemy. Widzę, że w ofercie są fajne duże plastikowe pojemniki. Cena ok. Biorę jeden. Jeszcze duża paka pampersów w kartonie i do kasy. Wyciągamy wszystko na taśmę. Zuza oczywiście mi pomaga. Gdy widzę, że sięga po duży słoik, szybko reaguję. W tym samym momencie uderza się w rękę i od razu w ryk. Próbuję ją na szybko uspokoić, nie przestając rozpakowywać zakupów. Dmucham, całuję, nic nie pomaga.  Kasjerka jak maszyna zaczyna kasować jeden po drugim nasze produkty. Zuza dalej płacze. Za chwilę słyszę, że chce na rączki. Młodsze dziecko zaczyna niespokojnie kręcić się w wózku.  „No pięknie” – mówię do siebie i nie tracąc chwili otwieram torbę, by nadążyć z pakowaniem naszych zakupów. Kątem oka widzę, że za nami ustawia się już niezła kolejka, ale w tym momencie nie ma to dla mnie znaczenia. Teraz marzę, by jak najszybciej wyjść ze sklepu, aby ogarnąć sytuację i zapobiec dalszym krzykom. Słyszę niewyraźny głos kasjerki. Wyciągam kartę płatniczą, coś mi nie pasuje, ale nie jestem w stanie normalnie myśleć, gdy obok mam krzyczące dziecko. Obładowana pcham wózek. Po raz kolejny pakuję dzieci do auta. Wracamy do domu. Zuza zasypia po drodze. Gdy docieramy na miejsce na spokojnie wyciągam zakupy z samochodu i zanoszę je jak zwykle do kuchni.  Sięgam jednak jeszcze po paragon, by upewnić się, że wszystko ok. Po chwili orientuję się, że nie. Pampersy są dwa razy nabite! Rzeczywiście nie pasowała mi cena, którą podała kasjerka. Kłębią mi się myśli. Zastanawiam się, co teraz. Szybko pojechać tam i udowadniać, że nie chcę nikogo naciągnąć? Czy oddadzą kasę? Może przynajmniej dadzą tą drugą paczkę? No, ale przecież odeszłam od kasy. Macham na to ręką. Teraz muszę zająć się dziećmi. Ignaś jest do przebrania i muszę go w końcu nakarmić.

Powoli nadchodzi wieczór. W końcu wraca mój mąż. Opowiadam mu o dzisiejszym zdarzeniu. Myślę o pojechaniu tam, choć wcale mi to nie pasuje, a już w ogóle mi się nie chce. W jego odpowiedzi nie znajduję nawet odrobiny nadziei na pozytywne dla mnie rozwiązanie. Po raz kolejny macham na to ręką.

środa

Kolejnego dnia budzę się z myślą, że muszę coś z tym zrobić. Mówię Zuzi, że pojedziemy do sklepu. Cieszy się – przynajmniej ona. Znów czeka nas mała wyprawa. Po śniadaniu pakuję dzieci do auta. Ruszamy. Po kilku minutach docieramy do tego samego marketu, co dzień wcześniej. Wysiadam z samochodu i wyciągam wózek, potem dzieci. Wchodzimy do sklepu. Od razu zauważam jakiegoś pracownika wyładowującego towar, więc pytam o kierownika. Spogląda na mnie, zostawia swoje dotychczasowe zajęcie i jakby od niechcenia rusza w głąb sklepu. Idziemy za nim.

Zastanawiam się, czy zakupy robione z dwójką dzieci jakoś mnie tłumaczą. Przecież to fizycznie niemożliwe, żebym ogarnęła dwa takie kartony z pampersami, zakupy i dwójkę dzieci, w tym jedno w wózku. Wiem, że dla matek nie ma rzeczy niemożliwych. Może to dla nich żadne argumenty, ale właściwie nie chodzi o 5 złotych. Przy takiej kwocie nie zawracałabym sobie głowy. Powiedziałam bym sobie „trudno”.

Czy naprawdę da się to załatwić?

Zza regału wyłania się drobna kobietka – kierowniczka. Krótko tłumaczę zaistniałą sytuację z poprzedniego dnia i pokazuję paragon. A ona bierze od mnie ten świstek. I wiecie co? Mówi, że sprawdzi na kamerach i zaraz wróci.

10 minut

Od wejścia do wyjścia z tego sklepu nie minęło chyba 10 minut. Tak szybko zostało to załatwione. Bez nerwów, niepotrzebnych słów i wyrzutów. Dostałam zwrot na kartę, którą płaciłam poprzedniego dnia i słowo „przepraszam”. W dodatku sama wyszłam stamtąd tak, jakby takie  załatwienie sprawy było czymś oczywistym. Tak po prostu.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.