z dzieckiem w ogrodzie. start

Opublikowane przez mamazu w dniu

Słońce ostatnio nas rozpieszcza i dzisiejszy dzień przypomina do złudzenia wakacyjną sielankę, za którą tak długo tęskniliśmy. Przenosimy się na zewnątrz. Nareszcie możemy zacząć nasze małe „ogródkowanie”. Mamy wiele planów, choć już wiem, że w tym roku będzie to dla mnie wyzwaniem, ale jeśli czegoś się naprawdę chce… Do dzieła! Trzymajcie kciuki, by się udało.

Pracę w ogrodzie zaczynam od… uspania mojego. trzymiesięcznego już maluszka oczywiście. Już w weekend kupiłam trochę nasionek. Wyszło spontanicznie, ale skoro w poprzednim sezonie coś mi wyrosło, a nawet było jadalne, to i tym razem musi się udać. Trochę kwiatów, ziół, fasola i  pomidorki (tym razem koktajlowe). Obiecałam sobie, że w tym roku nie może zabraknąć na mojej działce ukochanego lubczyku. Właściwe, to jeszcze nie może zabraknąć mięty, dyni, sałaty, ogórków i… Myślę, że kiedy okiełznam moje działeczkowe hektary, to wzbogacimy ten repertuar.

Skromny wysiew zaczynamy robić podpatrzonym sposobem w foremkach po jajkach. Przed domem mam już przygotowany roboczy stół. Na nim stoją już foremki, nasionka, ziemia z łopatką dla mnie. Zuza dostaje małą łyżeczkę i w swoim tempie napełnia wypustki ziemią. Muszę przyznać, że całkiem nieźle poszło jej to zadanie, a rozsypana dookoła przez nią ziemia w ogóle nie robi  na mnie wrażenia. Rozkładam torebki z nasionami i próbuję się zastanowić, które wysiejemy w pierwszej kolejności. Próbuję, bo w tej samej chwili Zuza jest już bliska otwarcia tych kwiatowych. No dobra, zaczynamy od kwiatów. Wysiewamy je do doniczek z ziemią. Te roślinki docelowo mają trafić na skarpę, która jest dopiero w planach. Otwieramy pierwszą paczuszkę. To nasiona aksamitek. Cienkie i długie. Teraz do zrobionych palcem wgłębień Zuza wrzuca po pare nasionek. W kolejnej doniczce lądują nasiona jeżówki, kolorowej gazanii, a dalej sanwitalii – mini słoneczników. Właściwie nie wiem do końca, co kierowało mną przy wyborze tych konkretnych kwiatów, ale i tak będziemy cieszyć się każdym, który zechce u nas wyrosnąć.

psik-psik

Ulubiona część całej zabawy, to oczywiście podlewanie. Zabawa wodą dostarcza tyle radości. Mała konewka poszła w ruch. Mój mały pomocnik nie żałuje wody i momentami w doniczkach obserwuję małą powódź. Jednak hitem dla niej okazał się spryskiwacz z wodą, którego nazywamy psikaczem. Najpierw „psik-psik” po roślinkach, potem „psik-psik” na trawie, na piasku i jeszcze tu -„psik-psik” i jeszcze tam -„psik”. Na końcu widzę, że Zuza wdrapała się do drewnianego domku i teraz z tej wysokości rozpyla wodę. Psik-psik! Ogródek podlany.

 

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.