randap? bardzo proszę

Opublikowane przez mamazu w dniu

Było już po osiemnastej. Ignaś zasnął w wózku, a Zuza pomagała tacie przy drewnianym domku. No to działam. Przyciągnęłam wózek bliżej grządek w razie potrzeby pokołysania lub poprawienia smoczka. Wzięłam rękawice, narzędzia i kucnęłam do plewienia rzodkiewek i pomidorków. Ledwo było je widać w tej zielonej niechcianej gęstwinie. To zajęcie tak mnie pochłonęło, że nie zauważyłam, kiedy za płotem pojawił się sąsiad. Muszę przyznać, że byłam bardzo zaskoczona. Wcześniej z daleka może 2-3 razy machnęliśmy ręką do siebie „cześć”, ale to tyle od kiedy tu się przeprowadzili (czyli prawie od dwóch lat!). Właściwie trudno było o więcej kontaktu, bo choć kupili dom z kawałkiem ogródka, to wracając po pracy zamykali się w swoich czterech ścianach. Zastanawialiśmy się z mężem jaka jest tego przyczyna, ale im dłużej o tym rozmyślaliśmy, tym więcej głupich pomysłów przychodziło nam do głowy. Tym razem mogłam zobaczyć z bliska sąsiada. Pewnie nie udało mi się zapanować nad mimiką twarzy i ukryć to wielkie zaskoczenie. Okazało się, że pofatygował się w celach informacyjnych. „Jutro będą nam tu psikać randapem”- mówi. Jutro?! Acha. Dobrze, że w ogóle powiedział. Spojrzałam na ich działkę, na której dookoła domu wyrastały chwasty i trawa sięgające już nad kolano. Być może ekologiczne pozbywanie się tych zarośli byłoby bardzo czasochłonne, a komu nie zależy dziś na czasie. Czy mogłabym w ogóle zaprotestować, by nie psikać tym paskudztwem? Przecież to ich działka. Tylko, że akurat mój warzywniak znajduje się blisko ich płotu, no i przecież mam małe dzieci.

wolnoć Tomku w swoim domku

Mąż pomógł mi zabezpieczyć choć trochę moje nieliczne grządki. Pożyczyliśmy od innego sąsiada większy kawałek agrowłókniny. Rozciągnęliśmy jeszcze czarną folię na płocie w nadziei, że powstrzyma to dotarcie ewentualnych oprysków na naszą część. Od tej pory na kilka dni postanowiłam ograniczyć zabawy w ogrodzie.

jeść czy nie jeść

Właściwie to nie moja ziemia była spryskana. Przecież zabezpieczyliśmy nasze mini uprawy. Randapem rolnicy psikają też kukurydzę. Jak bardzo jest niebezpieczny? Czy w ogóle jest?

Dlaczego jest tyle wątpliwości? Dlaczego teraz na opakowaniu randap nie ma oznakowania, że produkt jest biodegradowalny, a kiedyś było? Dlaczego są miejsca na świecie, w których surowo zabroniono stosowania tego środka? Po co zrobiono tyle badań w kierunku negatywnego działania na ludzi i zwierzęta? Dlaczego szczególnie powinny uważać kobiety spodziewające się dzieci? Czy sprzyja rozwojowi nowotworów?

Poniżej załączam szokujący dokument, na który natrafiłam szukając odpowiedzi na te pytania, chcąc dowiedzieć się czegoś więcej o randapie. Znalazłam znacznie więcej niż chciałam. Obejrzyj, bo to dotyczy nie tylko działkowiczów i rolników, ale i wszystkich konsumentów. To dotyczy Ciebie.

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.